ilustracja: Ehli Nowak

Dali jej imię Ciekawość

URSZULA MARGAS

Stwierdzenie, że Wczoraj byłaś zła na zielono Elizy Kąckiej nie da się zaszufladkować – tak, jak nie sposób zrobić tego z Rudą, główną bohaterką książki – wydaje mi się złożeniem broni. Jak jednak tego zaszufladkowania uniknąć? Ta opowieść matki o relacji z nie(neuro)typowym dzieckiem nie pozwala się przecież sprowadzić do wypowiedzi rzeczniczki marginalizowanej grupy, ale nie zwodzi też czytelnika, że będzie zapisem absolutnie wyjątkowego doświadczenia – skupionym przede wszystkim na emocjach i wyrwanym z kontekstu społeczno-kulturowego. Gdyby można było zredukować Wczoraj byłaś zła na zielono do egzemplifikacji problemów pewnej grupy osób, oznaczałoby to, że autorka uległa „władzy diagnoz” (s. 16), której przecież się sprzeciwia (i robi to tak wyraziście, że moment ten jest chyba najczęściej przywoływanym fragmentem książki). Jeśli książka Kąckiej byłaby natomiast wyłącznie opisem stanów emocjonalnych pisarki, to brakowałoby w niej refleksji na temat systemowego wykluczania tego, co nienormatywne. Ta jednak pojawia się często – wymienić można chociażby dylematy dotyczące proponowanych przez terapeutów strategii komunikacji z córką. Kącka deklaruje, że jej „opowieść jest o czym innym” (s. 16), a następnie przez całą książkę każe czytelnikowi zastanawiać się, co to znaczy.

Sergio Blanco, urugwajsko-francuski artysta multidyscyplinarny, teoretyk i praktyk autofikcji, pisze, że jednym z istotnych aspektów tej strategii jest

nagląca potrzeba, by odnaleźć innego lub innych. I nie jest to drobny szczegół: autofikcja nie jest egocentrycznym zamknięciem się w sobie, jak się często błędnie uważa, ale raczej drogą otwierania się na innych. Chociaż działalność autofikcyjna rodzi się z jaźni, z pierwszoosobowego przeżycia, z osobistego doświadczenia – głębokiego bólu lub najwyższego szczęścia – zawsze wychodzi od ja, by następnie przekroczyć siebie, to znaczy zmierzać ku innemu. W ten sposób autofikcja zawsze będzie proponowała tę dwuznaczną i niejasną grę między jednym a drugim, między sobą a innością. To poszukiwanie miłości drugiego jasno pokazuje, że celem twórczości autofikcyjnej nie jest izolacja, ani ucieczka w głąb siebie, lecz przeciwnie, wyjście ku innemu: gest otwarcia służący próbie dotarcia do innego, który nie jest mną[1].

Nie mam zamiaru punkt po punkcie analizować zbieżności i rozbieżności Wczoraj byłaś zła na zielono z projektem Blanco postulowanym w eseju Ja nie jestem mną. Nie chcę też próbować sytuować tej książki w szerszym kontekście debaty o autofikcji[2]. Przywołany powyżej fragment wydaje mi się jednak adekwatnym opisem pewnego rodzaju ruchu, który ciągle zachodzi u Kąckiej. Autorka poświęca tak samo dużo uwagi przyglądaniu się swoim trudnościom, co opisom prób zrozumienia przeżyć córki. Znaczna część codziennej egzystencji dwóch bohaterek polega na „poszukiwaniu miłości drugiego” poprzez wynajdywanie odpowiadających im metod komunikacji. Tym sposobem Kącka może nie być Kącką, tylko, w zależności od potrzeb, Pingwinem czy ostrygą. Ruda natomiast jest bohaterką literacką, ale nigdy czystą fikcją pisarki, która wymyślenie takiej postaci nazywa niewykonalnym. „Przekraczanie” odbywa się tu ciągle i dotyczy różnych aspektów „siebie”. W samym centrum tego mechanizmu byłoby wychodzenie Rudej do społeczeństwa i „upór, z jakim codziennie rano bierze plecak” (s. 16), potem wychodzenie obu bohaterek do siebie nawzajem. Następnie obserwujemy przekroczenia Kąckiej jako matki – przejawiające się zarówno w porzuceniu swoich przyzwyczajeń oraz zmiany obrazu siebie, jak i w oporze przed wpisywaniem się w narzuconą rolę społeczną („przyjęłam odpowiedzialność, nie chciałam roli”, s. 94). To właśnie w tym wątku, a jeszcze bardziej w podrozdziałach zatytułowanych Rzeczy, które usłyszałam jako matka, najwyraźniej widać upodobanie Kąckiej do montażu, zestawiania uważnie wybranych elementów w celu wyróżnienia niektórych z nich za pomocą kontrastu. Nad tym wszystkim unosi się jeszcze z ducha queerowa refleksja o każdej skonstruowanej normalności jako „domen[ie] wykluczenia” (s. 55). Kąckiej udaje się więc uchwycić zasady rządzące tworzeniem się podmiotowości, tożsamości i społecznych ról, a jednocześnie przyjrzeć się im krytycznie. Nie przyćmiewa to jednak głównego celu książki – opowiedzenia, z ogromną czułością i zrozumieniem o Rudej i relacji z nią. Pisarka nie udaje, że może to zrobić w sposób przez nic niezapośredniczony, ani że sama ma do odczuć córki łatwy dostęp. Chociaż na początku dziwi więc dopowiadanie przez Kącką znaczeń do pewnych zachowań Rudej, które wydają się przypadkowe czy pozbawione głębi [na przykład traktowanie pierwszego słowa „tam” jako symbolicznego, słowa „które zawiera w sobie tajemnicę bycia nie u siebie, namierzania czegoś poza sobą” (s. 33)], z czasem staje się jasne, że chodzi tu o przełożenie zasad praktyki lekturowej na relację z córką, czyli przejaw wielkiej wiary w literaturę. Podobno prawdziwa interpretacja zaczyna się dopiero wtedy, kiedy tekst stawia opór. W książce Kąckiej nie brakuje momentów zwątpienia i bezsilności. Ale zwykle właśnie wtedy, gdy napotyka opór ze strony córki, matka najintensywniej próbuje ją „czytać”. „Odrzucenie władzy diagnoz” oznacza, że medycyna nie ma monopolu na wyjaśnianie świata.

Być może pełniejszy obraz Wczoraj byłaś zła na zielono da nam porównanie tej książki z przedstawicielką jeszcze innej strategii pracy z własną biografią – czyli autoteorii – z Maggie Nelson i Argonautami (2020). Metody i strategie literackie zastosowane w obu książkach są różne, ale stawki obu pisarek podobne. Chodzi bowiem o przetestowanie, jak w warunkach nowego, zupełnie przemeblowującego dotychczasowe życie, doświadczenia będą się sprawdzać systemy i konwencje, którym twórczynie do tego momentu zawierzały. U Nelson polega to na przyłożeniu teorii humanistycznych, przede wszystkim queerowych i genderowych, do doświadczenia tranzycji osoby partnerskiej i własnej ciąży. Kącka zaś do przedstawienia Rudej światu przekornie wybiera taką literaturę, której zmetaforyzowanego języka nie rozumie jej córka. Tym samym wykrawa sobie kawałek rzeczywistości, do którego Ruda nie ma wstępu – podobnie jak sama nie może dostać się do dużej części świata dziewczynki. To bardzo ciekawy gest, bo pokazuje on, że Kącka nie porzuca innych „wersji” siebie, nie pozwala zamknąć się w jednej roli społecznej. Bycie matką nie jest według niej jednym, określonym sposobem zachowania, ale raczej czymś, co wymaga wykorzystania wszystkich sposobów myślenia, które są do dyspozycji, w tym literatury. Zarówno u Nelson, jak i u Kąckiej ruch jest podwójny – od osobistej historii do większej teorii i – po uczynieniu z tej drugiej punktu odniesienia – z powrotem do własnych przeżyć. Obydwie książki (niezależnie od ich przynależności gatunkowej) charakteryzuje także to, co Katarzyna Trzeciak nazywa „splot[em] radykalnej krytyki i ostrożnej afirmacji życia”[3]. Krytyczka słusznie zauważa, że dzieło Kąckiej jednocześnie wpisuje się w tendencje pisarstwa autofikcjonalnego (które do pewnego stopnia można by rozciągnąć też na inne strategie opowiadania „o sobie”), ale jednocześnie cały czas problematyzuje je przy pomocy fikcji. Właśnie dlatego nie da się sprowadzić tej książki ani do interwencyjnej wypowiedzi rzeczniczki marginalizowanej, ani do zwykłego zapisu indywidualnego doświadczenia.

Wczoraj byłaś zła na zielono kończy się na scenie, w której Ruda wchodzi do wymyślonego przez siebie świata Moroufków, niedostępnego dla jej matki. Pingwin podgląda tę sytuację przez szparę w drzwiach – nie ma do niej pełnego dostępu, nie jest jednak od niej zupełnie odseparowana. Dobrze podsumowuje to pozycję narratorki w całej książce – ciągłe balansowanie między poszanowaniem dla odrębności funkcjonowania dziewczynki, a chęcią wglądu w jej świat albo przynajmniej „rozczytania” niektórych jego elementów. Moroufki „da[ły] jej imię Ciekawość” (s. 286). Gdyby wysłały Kąckiej upragniony przez nią list, jej również mogłyby nadać takie imię.

[1] S. Blanco, Ja nie jestem mną, przeł. K. Łapicka, „Didaskalia. Gazeta Teatralna” 2023, nr 175/176, https://didaskalia.pl/pl/artykul/ja-nie-jestem-mna [dostęp: 28.01.2026].

[2] Tym drugim zajęła się już Katarzyna Trzeciak – zob. Pokazywanie języka, czyli lekcje (z) autofikcji, „Twórczość” 2025, nr 10, https://tworczosc.com.pl/artykul/pokazywanie-jezyka-czyli-lekcje-z-autofikcji/ [dostęp: 28.01.2026]. Dla porządku należy w tym miejscu wspomnieć o pozostałych cechach autofikcji, które wyszczególnia Blanco. Po pierwsze, autofikcja nie jest wyłącznie opowieścią z życia autora lub opowieścią fikcyjną, ale połączeniem obu. Po drugie autor autofikcji zawiera z czytelnikami „pakt kłamstwa” (w przeciwieństwie do autobiograficznego „paktu prawdy”), „…ponieważ  tam, gdzie autobiografia zaświadcza i potwierdza, autofikcja podważa i kwestionuje” – por. S. Blanco, dz. cyt.

[3] K. Trzeciak, dz. cyt.

Urszula Margas (ur. 2002) – absolwentka kulturoznawstwa i studentka krytyki literackiej na Wydziale Polonistyki UJ.

Ehli Nowak – jest studentem na akademii Pedagogiki Specjalnej i artystą. Jest zaangażowaną społecznie, głęboko empatyczną osobą. Uwielbia pracę z dziećmi, szczególnie wymyślanie im gier I kreatywnych zabaw. Ehli największą pasją jest sztuką we wszystkich tego słowa znaczeniach, ale szczególnie bliska jej sercu jest grafika warsztatową. Jego ulubionym miejscem na ziemi są lasy w okolicy Helu.