w tych dniach wychodziłam z przyjęć wcześnie,
w snach karmiłam koty sadłem i drylowałam wiśnie
– z rozpaczy rozpuszczały się w słońcu i wtapiały
na zawsze w szare płyty chodników –
porównywałam z koleżankami brzuchy i kolana,
niedokładnie goliłam nogi,
po raz pierwszy ukradłam kolczyki ze sklepu,
a kolega przed płotem domu pokazał mi penisa.
próbowałam przypomnieć sobie
sypialnie przyjaciółek z dzieciństwa
(zawsze większe lub mniejsze, niż się spodziewałam),
potem spadł śnieg.
przez tydzień siedziałyśmy w lesie i jadłyśmy mrożonki,
szukałyśmy w nim plam słońca, w swetrach – dziur od moli.
ptaki pomyliły się co do ciepłych krajów,
na przerwę wyszli wszyscy, którzy dostarczają usług.